czwartek, 24 kwietnia 2014

Spaghetti z czosnkiem niedźwiedzim, suszonymi pomidorami i fetą

Nie spotykałyśmy się trzy lata. Jakieś krótkie rozmowy w przelocie, telegraficzna wymiana informacji i facebook. Na dłuższym spotkaniu po latach Agi poczęstowała nas makaronem ze szpinakiem... z dużą ilością czosnku i suszonych pomidorów. Pycha! Do domowego wina Kamila jeszcze większa pycha. Uznałam, że jak ze szpinakiem się da, to czemu nie z czosnkiem niedźwiedzim skoro akurat sezon na niego. I udało się pysznie!

Spaghetti  z czosnkiem niedźwiedzim, suszonymi pomidorami i fetą
Składniki:
300 g spahetti
200 g liści czosnku niedźwiedziego
3 duże ząbki czosnku
20 g suszonych pomidorów
20 g sera typu feta
1 łyżka oliwy z suszonych pomidorów
kawałek papryczki chilli (według uznania)
sól, pieprz do smaku

Przygotowanie:
Makaron ugotuj w osolonej wodzie wg przepisu na opakowaniu. Ząbki czosnku rozgnieć ręką lub przy pomocy noża, obierz z łupinek i drobno posiekaj. Liście czosnku opłucz dokładnie i pokrój na 3-5 cm paski. Suszone pomidory posiekaj jak wolisz - u nas były to spore kawałki. W rondlu lub wysokiej patelni rozgrzej oliwę i podsmaż czosnek. Po 1, góra 2 minutach dodaj liście czosnku niedźwiedziego i podduś je lekko - powinny zmniejszyć swoją objętość o ok. połowę. Dodaj pomidory, chilli i ugotowany makaron. Wymieszaj wszystko tak, by poszczególne składniki się połączyły. Na koniec dodaj pokrojoną w kostkę fetę i dopraw makaron do smaku solą i pieprzem.


wtorek, 22 kwietnia 2014

Racuszki z kaszą jaglaną

Nie lubię marnować jedzenia - to raz. Dlatego staram się wykorzystywać nawet to, co zostało mi po wczorajszym obiedzie. Dwa, dopiero całkiem niedawno dowiedziałam się, że lubię kaszę jaglaną. U mnie tradycyjnie jadało się grykę, jaglankę jak nawet to na tyle rzadko, że wyparłam to z pamięci. Odkryłam ją na nowo dopiero dzięki Kamilowi. I nie żałuję.  Jadamy więc jaglankę całkiem często, tak na ciepło jak i na zimno. Tym razem zostało nam trochę z obiadu i tak z potrzeby chwili, miłości do kaszy i małym buszowaniu w sieci powstały te oto racuszki. 


Racuchy z kaszą jaglaną (kaloryczność całości - bez tłuszczu - ok 1.200 kcal)
Składniki:
250 g ugotowanej kaszy jaglanej
200 g mąki pszennej
150 ml mleka
25 gr drożdży piekarniczych
 2 jaja
1 łyżeczka cukru

Przygotowanie:
Lekko podgrzej mleko, rozprowadź w nim drożdże i cukier. Zaczyn odstaw do wyrośnięcia w ciepłe miejsce (5 minut powinno spokojnie wystarczyć). Kaszę wraz z jajkami rozdrobnij w malakserze lub blenderze - nie musi być super dokładnie i bez grudek. dodaj mąkę, wyrośnięty zaczyn i wymieszaj na gładką masę - ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany. Miskę z ciastem nakryj bawełnianą ściereczką i odłóż żeby odpoczęło i podrosło. Po ok. 20 minutach dobrze rozgrzej teflonową patelnię i nakładaj łyżką stołową ciasto formując niewielkie placuszki. Smaż na lekki brąz, na średnim ogniu, żeby dopiec racuchy w środku. Jedz jak lubisz - w wersji słodkiej lub słonej, bo racuchy wychodzą całkiem neutralnie.


środa, 16 kwietnia 2014

Bannock prosto z paleniska

Ostatnie wędzenie było w większości eksperymentalne. Najpierw Mój Jedyny wpadł na pomysł uwędzenia ozorków wieprzowych. Później zapomniałam zasolić udka. Już bym je przerobiła na inne specjały, ale padł pomysł, by udka obgotować - to też uczyniliśmy. A na koniec pojawił się genialny pomysł wypróbowania upieczenia chleba w palenisku. A że na jakimś forum o survivalu Kamil znalazł przepis na bannock - czyli chleb/ciasto na proszku prost z blachy nad ogniem... uznaliśmy, że właśnie to może się udać. Bannock w naszym wykonaniu musiał być jednak wytrawny... wszak miał pasować do pesto z czosnku niedźwiedziego i świeżo uwędzonej kiełbasy.


Przyznaję, że bannock dopiero za trzecim razem wyszedł nam tak, jak powinien. Ale to tylko dlatego, że metodą prób i błędów szukaliśmy idealnego miejsca do jego upieczenia. I się udało. Myślę, że na pewno pojawi się jeszcze wersja na słodko.

Bannock
Składniki:
3 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki mleka
1/2 szklanki wody
w/2 szklanki jogutru naturalnego
1 łyżeczka cukru
1/2 łyżeczki soli
1 łyżka proszku do pieczenia

Przygotowanie:
Połącz wszystkie składniki w misce i wymieszaj do uzyskania gładkiego ciasta. Konsystencją surowy bannock przypominał mi ciasto na racuchy. Chlebek podziel na dwie lub trzy części (chyba, że dysponujesz odpowiednią ilością miejsca - wtedy spokojnie możesz piec całość za jednym razem) i piecz na blasze ułożonej nad ogniskiem lub tak jak my - wprost na rozgrzanych cegłach paleniska.  Naszym chlebkom wystarczyło po około 15 minut z każdej strony. W cieple pięknie wyrosły i były chrupiące. Lekko słodkawe, ale nie na tyle, żeby nie smakowały z wytrawnymi dodatkami.



poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Nalewka z dzikiej róży


Co prawda obecnie nie mamy sezonu na owoce dzikiej róży (który wypada na końcówkę października, początek listopada), jednak warto o przepisie pamiętać w przyszłym sezonie, gdyż dzika róża bogata jest w witaminy. Krótko mówiąc - samo zdrowie.



Nalewka z owoców dzikiej róży
Składniki:
100 g oczyszczonych owoców dzikiej róży (u mnie 100 g otrzymałem ze 179 g róży "prosto z krzaku")
6 łyżek cukru
0,5 l wódki

Przygotowanie:
Myjemy, a następnie po osuszeniu czyścimy dokładnie owoce róży z pozostałości po kwiatach, szypułek oraz oczywiście z pestek, co jest najżmudniejsze. Po oczyszczeniu wrzucamy do słoja, dodajemy cukier i odstawiamy na jeden, dwa dni w ciepłe miejsce, aby owoce puściły sok. Po upływie w/w czasu zalewamy słoik wódką oraz mieszamy do momentu rozpuszczenia cukru. Odstawiamy słoik na okres od 2 tygodni do ok miesiąca (im dłuższy czas, tym wyrazistsza nalewka) w ciemne miejsce. Gdy nalewka uzyska pożądany aromat oraz słomkowo-pomarańczowy kolor przecedzamy owoce, a płyn filtrujemy przez filtr do kawy lub przez lejek z zapchanym watą ujściem. Owoce można wykorzystać jako dodatek do herbaty. Nalewkę serwujemy w smukłych kieliszkach.

SMACZNEGO!



czwartek, 13 marca 2014

Irlandzki chleb sodowy

Ten typowy irlandzki wypiek gościł na moim stole po raz drugi i to w sporym odstępie czasu. Przyznaję, że to genialna rzecz jeśli chodzi o szybkość wypieku i jak żaden inny bochenek nie sprawdza się na ekspresowe niedzielne śniadanie. I przyznaję, że chleb sodowy najlepiej smakuje mi w wersji niemalże parzącej usta. Na zimno za bardzo kojarzy mi się z oponkami, by traktować go jak zwykłą podstawę do kanapek. Inaczej niż na ciepło po prostu nie zjem. Ale ciepły, ciepły to już smakuje w każdej postaci. Dlatego u mnie w wersji małej idealnej na obfite, niedzielne śniadanie dla 4-5 osób. 


Irlandzki chleb sodowy (przepis z książki "Chleb" Barbary Jakimowicz-Klein)

Składniki: 
225 gr mąki pszennej razowej
125 gr mąki pszennej chlebowej
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki soli
225 ml maślanki (u mnie serwatka)
tłuszcz do posmarowania formy

Przygotowanie:
Wymieszaj obie mąki, sodę i sól. W sypki składnikach zrób po środku dołek i wlej serwatkę (znaczy maślankę) i połącz składniki. W razie potrzeby ciasto podsyp mąką lub dodaj płynu. Przełóż ciasto na stolnicę wyrób i uformuj w okrągły bochenek. Przełóż ciasto do posmarowanej tłuszczem formy (u mnie mała tortownica), spłaszcz je dłonią i natnij ostrym nożem na krzyż. Piecz w piekarniku nagrzanym do 220 stopni przez około 25-30 minut. 


I jak wyżej zdecydowanie polecam spożywać na ciepło - w takiej postaci chleb sodowy jest wyborny!